PIERWSZA JAZDA
(Ofiarowany przez JW. Cenny ze względu na autoironiczny dystans do siebie.)
A moja jazda przebiegała burzliwie.
Przez pierwszych 15 minut miałam wrażenie, że mój instruktor ma mnie już bardzo dość. Jeździłam jak pijany kierowca, od prawej do lewej... Przewróciłam kilka słupków, chciałam wjechać kilka razy na parkan i na jedyne stojące tam drzewo...
- Czy komuś już kiedyś udało się rozbić samochód na placu manewrowym?!
- Jeszcze nie, ale dziś zapewne się uda ...
Jak więc Pani widzi, instruktor przewidywał, że jestem wybitnie uzdolniona.
Ale potem jakoś samochód w końcu przestał robić na złość, powoli zaczął się mnie słuchać i gdzieś w połowie jazdy nie tylko już przyspieszyłam, ale nawet przeszłam na drugi bieg. Instruktor powiedział, że się rozbrykałam i że to bardzo dobrze. Jakoś zakręty zaczęły mi wychodzić i o dziwo, zaczęłam się mieścić w tych potwornie wąskich dróżkach między słupkami, budkami, latarniami i innymi przeszkodami złośliwie tam ustawionymi.
Najbardziej stresujące były chwile, gdy na placu pojawiały się inne samochody Elki, które dodatkowo ku większemu mojemu przerażeniu również się przemieszczały... Skręcałam sobie wtedy w inną niż one stronę. Acha, i kilka osób o skłonnościach samobójczych było, czyli studentów wychodzących z zajęć ze swojej uczelni. Paradowali mi przed samochodem środkiem drogi, nie wykazując najmniejszego zmieszania faktem, że za kierownicą jestem ja!
Uuuff... ciężko było, ale FAJNIE.
Następnym razem jedziemy już do miasta i to dopiero będzie przeżycie ... Wyjazd z naszego placu manewrowego prowadzi na skrzyżowanie Batorego i Al. Niepodległości ... Jeja, ale będzie się działo!

To było prawdziwe przeżycie :)
OdpowiedzUsuńBrawo!