niedziela, 24 kwietnia 2011

JAKI PODAREK

NIE MA CHYBA WŚRÓD NAS NIKOGO, KTO NIE GŁOWI SIĘ CZASEM, CZYM OBDAROWAC KOGOŚ I CZY OBDAROWAC...
Aby ułatwić życie przyjaciołom, wymyśliłam, że najmilszym dla mnie podarkiem będzie figurka sowy - bo taką właśnie dostałam od Włodka Zycha z miłymi słowami i zapragnęłam podobnych darów. Figurka była (i jest) wielkości połowy dużego kciuka, zielona,z gliny wypalona. Nie ważna cena. Ważna intencja, pomysł, słowa, towarzyszące darowi.
W rezultacie - kilkudziesięciu latach mam sowi zbiór, liczący kilkaset sów i puchaczy - nieopisanej jakości,
wielkości,z tworzyw tak różnych, że wyliczać nudno.
Każda sowa ma swego "darczyńcę", każda mi kogoś - i jakąś chwilę przypomina. I nie wpędziłam nikogo w kłopoty finansowe, zbierając np złote numizmaty.
Kłopot miałam duży z lokalizacją zbioru - w miarę jego wzrastania. Ale to chyba nie tylko mój problem...
Dziś sowy mają swoją szafkę, ale jeszcze czają się po kątach, zwisają ze ścian, parkują na parapecie.
A wszystko zaczęło się od Zychowej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz